Czego szuka inwestor budujący dom energooszczędny
Między „żeby nie wiało” a realną energooszczędnością
Większość osób zaczynających rozmowę o oknach do domu energooszczędnego ma w głowie kilka prostych oczekiwań: ma być ciepło, nie może wiać, nic nie może parować i najlepiej, żeby za wszystko nie przepłacić. Problem w tym, że takie potoczne kryteria bardzo słabo przekładają się na konkretne decyzje zakupowe. Sprzedawcy mówią o „super ciepłych profilach”, „systemach premium”, „oknach pasywnych”, a inwestor patrzy na cennik i próbuje z tego wyłowić coś sensownego.
Rzeczywistość jest trochę bardziej skomplikowana, ale na szczęście da się ją oswoić. Okno energooszczędne to nie „okno, przez które nie wieje”, tylko konkretna kombinacja parametrów termicznych, słonecznych i użytkowych. Liczy się nie tylko to, ile ciepła ucieka na zewnątrz, lecz także ile zyskujesz z promieniowania słonecznego i jak blisko szyby da się usiąść zimą bez uczucia chłodu.
Różnica między oknem „dobrym” a „energooszczędnym”
Okno „dobre” w potocznym języku to takie, które się nie rozszczelni po dwóch latach, nie zamoknie od środka i nie będzie przeciekać przy każdym większym deszczu z wiatrem. Z reguły spełnia minimum wymagań prawa budowlanego i tyle. Okno energooszczędne idzie znacznie dalej: ma tak dobrane parametry, by realnie zmniejszyć straty ciepła, ograniczyć rachunki za ogrzewanie i poprawić komfort przy przegrodzie.
Różnica bywa odczuwalna w codziennym życiu. Przy oknie o przeciętnej izolacyjności siedzisz przy stole przy szybie i czujesz „ciągnięcie chłodem” od szkła, nawet jeśli powietrze w pokoju ma 22°C. Przy oknie o niskim współczynniku przenikania ciepła i dobrze dobranym pakiecie trzyszybowym taka strefa „zimna” niemal znika. Na rachunkach za ogrzewanie różnica wychodzi w skali kilku–kilkunastu lat, ale komfort czujesz od pierwszego sezonu grzewczego.
Jak okna wpływają na rachunki i komfort przez cały rok
W domach energooszczędnych okna są jednym
