Jak pogłębić wiarę na co dzień: praktyczne wskazówki dla zabieganych katolików

0
207
3/5 - (1 vote)

Z tego wpisu dowiesz się:

Zabiegany, ale wierzący: realny punkt startu

Typowy dzień katolika w biegu

Budzik dzwoni za późno, dzieci nie chcą wstać, śniadanie w biegu, korki, maile, spotkania, szybki obiad, znów maile, zakupy, odrabianie lekcji z dziećmi, pranie, zmywanie, przewijanie, jeszcze jeden telefon z pracy. Wieczorem zamiast planowanej modlitwy – przewijanie wiadomości na telefonie, bezmyślne oglądanie czegokolwiek, byle „odciąć głowę”. Gdzieś pomiędzy tym wszystkim przebłysk: „Powinienem się pomodlić. Dawno nie byłem u spowiedzi. Kiedy ja ostatnio naprawdę rozmawiałem z Bogiem?”.

Taka codzienność nie jest czymś wyjątkowym. To raczej norma. Kalendarz wypełniony po brzegi, głowa pełna trosk, ciało zmęczone. A jednocześnie wewnętrzne pragnienie, żeby się nie zgubić, nie rozpuścić w tym chaosie. Modlitwa, Msza święta, Pismo Święte – wszystko to wydaje się ważne, ale ciągle „nie ma kiedy”.

Dochodzi do tego presja z dwóch stron: z jednej ideał „porządnego katolika”, który codziennie odmawia różaniec, czyta Ewangelię, jest spokojny, cierpliwy, uśmiechnięty; z drugiej – surowy sędzia w głowie, który ciągle powtarza: „Znów zawaliłeś, jesteś duchowo do tyłu, Bóg musi być tobą rozczarowany”. To napięcie między ideałem a rzeczywistością potrafi skutecznie zniechęcić do jakiegokolwiek wysiłku duchowego.

„Nie mam czasu” czy „nie mam siły”? Nazwanie problemu

Wiele osób mówi: „Nie mam czasu na modlitwę”. Gdyby jednak rozłożyć dzień na czynniki pierwsze, najczęściej okazałoby się, że bardziej uczciwe byłoby stwierdzenie: „Nie mam siły” lub „Nie mam pomysłu, jak się za to zabrać”. Zmęczenie fizyczne, przeciążenie informacjami, stres, problemy rodzinne – to